Moje uczucia można postawić pod znakiem zapytania. Nie wiem do końca jak się czuję. Nie dość, że wczoraj nie jadłam prawie nic oprócz tej połowy pomidora i otrębów to nie mogłam zasnąć dzisiaj do 4 nad ranem. Pobudkę zagwarantowała mi moja psinka o 8;10 ehhh... Oczywiście powodem mojej bezsenności było nadmierne rozmyślanie o najgorszych rzeczach jakie mogłam sobie teraz przypomnieć. Mój były przyjaciel, który był kimś więcej niż przyjacielem, ale z dnia na dzień przestał pisać, dzwonić, nawet żadnej wiadomości z życzeniami nie dostałam od Niego w dniu swoich urodzin... Jak zwykle nie obyło się bez łez, chociaż okazał się kompletnym frajerem nadal mi na Nim zależy...
Cóż, odstawmy smutki na bok i powiedzmy sobie parę pozytywnych rzeczy. Tak więc, jestem bardzo dumna z wczorajszego dnia, nie zjadłam niczego więcej oprócz tego co sobie postanowiłam. Ćwiczyłam kolejne pół godziny jako zamiennik za długi spacer z psem, ponieważ była burza. Co dało nawet chyba większe efekty. Kolejnym plusem jest to, że mieszkam na dziesiątym piętrze i mogę korzystać ze schodów. No i mogę również powiedzieć, że te nieprzespane godziny trochę mi pomogły w zrzuceniu paru kalorii. I jeszcze jeden, z którego jestem bardzo zadowolona, to to, że wczoraj waga z rana pokazywała 60,8 a dzisiaj 59,2. Ale muszę się przyznać, że było trudniej niż myślałam, po 19 brzuch zaczął mnie tak nie miłosiernie boleć, że musiałam się zwinąć w kulkę. To nie był taki zwyczajny ból brzucha jak zawsze z głodu, to było wołanie DAJ MI ŻREĆ BO POWYKRĘCAM CI WSZYSTKIE FLAKI W BRZUCHU. Właśnie zauważyłam, że się troszeczkę rozpisałam, ale mam dzisiaj dużo do powiedzenia.
Prowadząc tego bloga, jest mi znacznie łatwiej panować nad swoją kontrolą w jedzeniu i stanowcze odmówienie sobie czegoś co wygląda naprawdę apetycznie, pachnie aromatycznie i do tego wtrząchnęłabym to śliniąc się jak wściekły pies, a na dodatek leży na talerzu przede mną. Mama zrobiła właśnie wczoraj taki obiad... Ale powstrzymałam się, dla Was, żeby pokazać, że potrafię. Zgarnęłam wszystko do woreczka i wieczorkiem zostawiłam przy krzakach dla bezpańskich psów czy kotów. Udowodniłam tym nie tylko Wam, ale i sobie, że potrafię, że dam radę. Trochę obolała, ale pełna wigoru mam nadzieję dzisiaj na jeszcze lepszy dzień od wczorajszego.
Bilans na dziś:
- Na śniadanie zjadłam sałatkę owocową z pięciu truskawek, małego banana, garści borówek i jednej małej nektarynki bez żadnych dodatków.
- Kawa z łyżeczką cukru.
- I jeżeli zajdzie taka potrzeba to już sobie przygotowałam na dzisiaj do ugotowania dwa kotlety sojowe, mają mało kalorii i smakują jak kurczak.
Więc na dzisiaj to chyba wszystko, trzymajcie za mnie kciuki, wspieram Was Motylki :*
http://www.youtube.com/watch?v=Evc3Xtc84N0

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz