Cóż wakacje już za dwa dni, wyjazd nad jezioro za pięć dni, a ja jakoś nie specjalnie jestem zadowolona. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Dlaczego nie potrafię obrzydzić sobie jedzenia do tego stopnia, że wymiotowałabym na sam jego widok. Tłuste robale wijące się w każdej żywności, ciągną się i ocierają o siebie obślizgłą powłoką, wydają z siebie tak odrzucające dźwięki, i ta woń która powoduje, że kręci Ci się w głowie... Nie potrafię.. Nie potrafię wyobrazić sobie tego na tyle prawdziwie żeby w to uwierzyć. Z wagi nie wiele mi ubywa, jestem załamana. Gdyby to było takie łatwe jak przybieranie na wadze...
Jak już mówiłam, nie długo wyjazd, może tam uda mi się zrzucić przynajmniej 3 kg. Jadę tam na tydzień, będę pływać, powiem też przyjaciółkom, że zaczęłam biegać 'dla zdrowia'. Zazwyczaj jest tak, że bardzo rzadko przy nich jem cokolwiek, więc będę mogła im powiedzieć, że zawsze tak mało jem, tylko mam taki pojebany metabolizm. Przez rodziców tam kontrolowana nie będę więc całkiem nieźle się zapowiada. Nabrałam trochę nadziei.
Cóż, znowu mi się trochę spieszy, a zresztą i tak chyba nie mam na dzisiaj więcej do powiedzenia. Chciałabym Was tylko jeszcze przeprosić, że rzadko tu ostatnio bywam.
Bilans na dziś:
- Herbata melissa gorzka.
- Bułka z łososiem.
- Kawałek arbuza.
- Sos pomidorowy z ryżem. (powiedziałam mamie, że pulpety mi nie smakują)
- Pasek czekolady, miałam napad na słodkie, bałam się, że jeśli zignoruję skończy się gorzej.
To wszystko na dziś, za wcześniejsze dni już nie chce mi się podawać bilansu, nawet szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie.. Trzymajcie się mocno, piękne, kocham Was. ♥
.jpg)
.jpg)
Jak ja nienawidzę wolnego czasu, wakacje są dla mnie okropnym czasem..:(
OdpowiedzUsuń